Zeta

Description:

Zeta jest nastolatką. Chyba. Przynajmniej tak się zachowuje. Kapryśna. Niezdyscyplinowana. Nieco “walnięta”. Lubi się bawić. Cały czas aktywna. Trochę jakby była na chaju. Ciągle coś tworzy, miesza, eksperymentuje i pije, żeby “doładować akumulatory” jak mówi. Cały czas coś gada do siebie niezrozumiale, do innych odzywa się nieco jakby z przymusu.

Jest bardzo blada, niemalże trupio. Próbuje to maskować dość mocnym makijażem, co zazwyczaj całkiem dobrze jej wychodzi. Na ustach nosi maskę. Na oczach gogle. Oczy są jasne, zupełnie jakby pozbawione barwnika. Najbliżsi wiedzą, że ma kły. Włosy ma bardzo długie. Białe. Pojedyncze pasma, kilka warkoczyków i dredów jest kolorowa. Na jej ciele jest mnóstwo ozdób, biżuterii, tatuaży. Figura kobieca, mocno zaokrąglona, słusznego wzrostu.

Bio:

Zeta pochodzi z bardzo bogatego domu. Jej ojciec był panem na włościach, właścicielem dużej, dobrze prosperującej wsi. Wieśniakom pod jego rządami żyło się dobrze i bogato. Był dobrym panem o ile ktoś dobrze pracował, a pracował każdy, bo było to opłacalne. Można powiedzieć, że w zasadzie panowała jebana sielanka.
Ale ciężko powiedzieć czy życie Zety było sielanką czy koszmarem. Niby od dziecka robiła co chciała, ale z drugiej strony ojciec się nią nie interesował powierzając ją pod opiekę kolejnych niań. Niestety, żadna nie mogła jej ujarzmić. Mała nie dawała się umyć, uczesać, jadła co chciała, ubierała to na co miała ochotę. Imię, będące ostatnią literą alfabetu, dostała na pamiątkę po tym czym stała się dla matki, z której za wszelką cenę próbowała nie wyjść. Oczywiście ją uśmierciła. Ojciec rzadko się do małej Zety odzywał, ale gdy już to robił to wypominał jej, że jest małą zabójczynią. Dziecko wierząc, że jest mordercą zaczęło zabijać małe zwierzęta, później większe żeby się przekonać czy ojciec nie kłamie. Kiedy sprawy zaczęły wymykać się spod kontroli, a “szeptom” nie było końca, stary Vertolini przestraszył się, że jego reputacja ucierpi i wieśniacy się zaczną buntować. Sięgnął po środki ostateczne i oddał małą pod opiekę pewnej staruchy, która pomagała wieśniakom w “trudnych” sprawach. Warzyła ona mikstury i eliksiry na różne przypadłości. Ale zawsze ostrzegała, że ich spożycie może przynieść śmierć. Tak na prawdę doskonale wiedziała, które jak działają, ale skąpcom i tym których nie lubiła nie szczędziła śmierci w katuszach. Była złem koniecznym. Tolerowanym i niezbędnym, ale znienawidzonym i niezrozumiałym.
Pod opieką staruchy mała Zeta nieco nabrała ogłady. Kobieta nie próbowała nawet rozczesać jej włosów tylko po prostu je obcięła. Co do mycia to po spożyciu herbatki z jakichś ziółek, które stara przygotowała po prostu sama weszła do rzeki i stała tam z godzinę aż nie zrobiła się po prostu czysta. Opór nie miał sensu. Zwłaszcza, że starucha była bardzo cierpliwa. W końcu Zeta zmądrzała i zaczęła się uczyć. Gdy tylko spokorniała stara gnomka rozpromieniła się, stała się łagodna i wylewna.
Opowiedziała, że nie zawsze była wiejską znachorką. Kiedyś pracowała dla władcy. W tajemnicy przed magami i wszystkimi.
Zaszczepiła władcy swoją ideę, że nie trzeba być uzależnionym od łaski Bogów, że technika może zastąpić magię, że trzeba wyjść z tych mrocznych wieków magicznej tyranii. Niestety, magowie dowiedzieli się o jej istnieniu. Władca bał się o nią, dogadał się ze swoim najbardziej zaufanym doradcą – ojcem Zety, dał mu we władanie wieś i wymusił obietnice, że będzie chronił gnomkę. Bycie znachorką to kamuflaż po to by w ciszy i spokoju mogła sprawdzać swoje teorie i ćwiczyć się w sztuce alchemii. Stara pokazała Zecie swój mały arsenał. Schowek pełen kompotentów do produkcji bomb i nauczyła jak działają.
Nastolatka była bystra, wiec nauka szła jej szybko. Na tyle, że pewnego razu przeceniła swoje zdolności. Podkradła starej przepis i uwarzyła pewną substancję, która miała ją na jakiś czas zmienić w pewne stworzenie. Niestety coś poszło nie tak. Zaczęła odczuwać potworny ból. Kilkakrotnie traciła przytomność. Trwało to kilka dni. Dopóki nie znalazła jej stara. Zeta była częściowo zmieniona. Niemal pozbawiona kolorów. Pokrzywione palce dłoni. Kły. Wyglądała strasznie. Starucha ustabilizowała ją, ale pewnych zmian nie dało się cofnąć. Od tej pory dziewczyna zaczęła mieć obsesję na punkcie swojego wyglądu. Zaczęła nosić maskę na twarzy a pokrzywione palce ukrywać od pancerzkami. Co chwila dodawała sobie na ciele coraz to nowych tatuaży i kolczyków. Jej oczy stały się bardzo wrażliwe (dlatego często nosi gogle) a włosy całkiem białe. Najczęściej rano przy toalecie, gdy nakłada mocny makijaż maluje tez na różne kolory włosy na których ma kilka dredow. Niekiedy zaplata warkoczyki w dziwne konstrukcje a niekiedy zostawia rozpuszczone.
Wybuch zastał ją w czasie snu. Gdy otworzyła oczy była pośrodku jednej wielkiej bitwy.

Zeta

"Nowy początek" iwonabanaszkiewicz1980