"Nowy początek"

Co Kart knuje między sesjami?

Dylematy sprzedawcy ołowiu

Po starciu z nekrotyczną krwią, wyczerpana drużyna, wróciła do Zetowa Wrzosów Kaltei. Po dotarciu do wioski, Kart skierował swoje kroki do…

Karczmy Sześć Luf

Marcel, mamy coś do picia? Coś mocniejszego, tylko nie tę cholerną mleczną gorzałkę! No, nalej mi szklaneczkę rzucił Kart, siadając przy barze. Rozejrzał się, oceniając postępy poczynione w renowacji lokalu. Miał się tu pojawić Mirt z księgą, piórem i inkaustem dla mnie. Był już? Kart dolał sobie trunku, zabrał księgę i przybory do pisania i udał się do ciasnej klitki, służącej mu za sypialnię. Rozebrał się do naga i położył na łóżku. Pociągnął łyk ze szklaneczki, otworzył księgę na pierwszej stronie i długo patrzył na białą kartkę. W końcu chwycił za pióro, zanurzył je w kałamarzu i napisał dużymi, chondackimi kapitalikami “Ewangelia Kartalona Obarskyra”. Poczekał aż inkaust wyschnie, po czym przewrócił stronę. W pierwszym rozdziale opisał pokrótce swoje życie. Beztroskie dzieciństwo, romans z polityką, wstąpienie w stan kapłański, studia naukowe, wizyty u gnomki, kataklizm, eksperymenty z bronią czarnoprochową… Rozdział pierwszy kończy się uformowaniem drużyny Kelemvorytów. Panowała wilcza godzina, gdy Kart odłożył pióro, schował księgę pod poduszkę, dopił trunek i poszedł spać.

Następnego dnia wziął kąpiel, przebrał się w świeże ubranie i udał się do…

Dworku

Kart odnalazł Zetę i wspólnie zaczęli planować powstanie laboratorium. Komnatą, którą uznali za najbardziej odpowiednią do tego celu, okazała się być, znajdująca się w rozległych piwnicach, kotłownia, z uwagi na obecność dużego pieca. Uprzątneli pomieszczenie, po czym Kart rozłożył swoje narzędzia rusznikarskie na dużym stole rzeźnickim, przeniesionym tu z jednego z pomieszczeń kuchennych. Następnie zostawił Zetę, pracującą na przystosowaniu kotła grzewczego do potrzeb alchemiczno-rusznikarskich (och, mam nadzieję, że gdy wrócę nie zastanę dymiącego krateru) i udał się do wioski, gdzie kupił, ukradł, albo wycyganił wszystko, czego mógłby potrzebować do swoich projektów. A więc, przede wszystkim, ołów, smar, siarkę, węgiel drzewny, saletrę, pokost lub dziegieć, drut miedziany… Wśród swoich narzędzi miał już małe imadełko, ale wiedział, że by zrealizować swoje wizje, będzie potrzebował większego, oraz pary dużych obcęg, a także…

Gdy wrócił do Dworku, obładowany niczym juczny koń, zaczynało się ściemniać. Zostawił swoją zdobycz w kotłowni/laboratorium, ocenił postępy poczynione przez Zetę przy pracy nad piecem, po czym wrócił do swojego pokoiku w karczmie, wyciągnął księgę i rozpoczął pisanie rozdziału drugiego.

Zaczął pisać o Barathielu, gorliwym kapłanie Kelemvora, którego boska moc najwyraźniej nie opuściła. Dlaczego? Dlaczego on wciąż na moc, a mnie Oghma opuścił? Co sprawia że nadal leczy, rani, animuje umarłych z pieśnią Kelemvora na ustach? Czy wyjątkowość tej osoby leży w wyjątkowości Kelemvora? Nie, leży w wyjątkowości samego Barathiela. Nie ma już bogów. Moc Barathiela bierze się z siły woli, z wiary, ze świadomości, która kształtuje byt. Bogowie umarli, a ich potęga rozlała się po świecie i wnikła w istoty żywe tak, jak woda w gąbkę. Pora na nową erę, nowy porządek, bez bogów, za to z człowiekiem. Bez magii, za to z nauką, techniką i racjonalną myślą, która wskaże nam drogę do raju na ziemi. Czas stali i prochu, czas zębatego kółka. Czas ołowiu.

Kart odłożył pióro, schował księgę i ułożył się do snu. Śniły mu się silniki parowe, obrotowe magazynki i promieniotwórcze izotopy.

Comments

Kartalon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.